20,6 °C Piasecznik gm. Choszczno Open-Meteo


Felieton

Rano w Choszcznie życie idzie swoim zwykłym tempem. Ktoś jedzie przez rondo. Ktoś wychodzi z psem nad Klukom. Ktoś w Suliszewie patrzy na drogę, która od lat prosi się o uwagę. W Radaczewie ludzie sprawdzają pogodę, w Korytowie liczą sprawy do załatwienia, w mieście ktoś szuka miejsca parkingowego i mruczy pod nosem, że „znowu sesja”.

I właśnie w tym zwykłym życiu pojawia się wielka samorządowa opera.

Absolutorium.

Słowo ciężkie, jakby ktoś położył na stole segregator, kalkulator i pół miny obrażonego radnego.

Tylko że absolutorium nie jest od obrażania się. Nie jest od tego, czy burmistrz jest „nasz”, „wasz”, „ich” czy „nie ten, co miał być”. Nie jest od leczenia politycznego kaca po wyborach. Jest od jednego: czy budżet został wykonany.

I tu zaczyna się problem

Bo jeśli ktoś chce zrobić z absolutorium kij na burmistrza, musi najpierw przejść obok liczb. A liczby stoją. Nudne, suche, niewzruszone. Nie wiedzą, kto kogo popierał. Nie rozumieją lokalnych układów. Nie mają znajomych komitetów. Nie pamiętają, kto miał wygrać, a kto jednak wygrał.

Po prostu stoją w raporcie i psują przedstawienie.

Przedstawienie zamiast debaty

A przedstawienie zapowiada się piękne. Poważne miny, ciężkie słowa, troska o mieszkańców taka głęboka, że można by nią podlewać miejskie rabaty. Tylko mieszkańcy coraz częściej patrzą na to i pytają: dobrze, ale gdzie tu jest nasza sprawa?

Jeśli spór z burmistrzem jest polityczny, to powiedzcie, że jest polityczny.

Jeśli nie podoba wam się kierunek gminy, mówcie o kierunku.

Jeśli macie pretensje o wiatraki, biogazownię, planowanie, wsie, miasto, drogi, świetlice, jezioro, szkoły — mówcie. Głośno. Od tego jesteście.

Nie wkładajcie wszystkiego do jednego worka z napisem „absolutorium”, bo worek pęknie, a ze środka wypadnie nie troska o gminę, tylko stary, dobrze znany foch: mieszkańcy wybrali nie tego, którego trzeba było wybrać.

I teraz trzeba mu pokazać.

Tylko komu naprawdę pokazujecie?

Burmistrzowi?

Czy mieszkańcom, że ich wybór dalej nie może zostać przełknięty?

Potrzeba powagi, nie teatru

Gmina Choszczno nie jest rajem. Ludzi ubywa. Wsie mają swoje zaniedbania. Miasto ma swoje problemy. Są pytania o przyszłość, o inwestycje, o krajobraz, o to, czy za kilka lat będziemy jeszcze gminą do życia, czy tylko planszą do cudzych projektów.

Ale właśnie dlatego potrzeba powagi.

Nie teatru.

Absolutorium wymaga konkretu

Raport mówi rzeczy niewygodne dla prostych haseł. Inwestycje były. Dotacje były. Budżet nie rozpadł się jak płot po wichurze. Można mówić, że za mało. Można mówić, że nie tam. Można mówić, że bez wizji. Ale jeśli ktoś chce powiedzieć, że budżet wykonano źle, niech pokaże miejsce. Palcem. W tabeli. W dokumencie. W liczbie.

Nie w minie.

Nie w przemówieniu.

Nie w zdaniu: „mamy zastrzeżenia”.

Bo zastrzeżenia to można mieć do pogody, do korków, do ceny masła i do tego, że życie nie ułożyło się po naszej myśli.

Absolutorium wymaga konkretu.

Wotum to nie to samo co absolutorium

Rada już raz pokazała, że rozumie różnicę. Nie udzieliła burmistrzowi wotum zaufania, ale absolutorium udzieliła. Czyli powiedziała: politycznie nam nie po drodze, ale budżet został wykonany.

To było logiczne.

Teraz, jeśli ktoś nagle zechce pomylić wotum z absolutorium, będzie to wyglądało jak scena z Barei: panowie przyszli naprawiać zegar, ale zabrali łopatę, bo akurat była pod ręką.

Mieszkańcy nie są publicznością z tektury

Widzą, kiedy radny walczy o ich sprawy, a kiedy walczy z wynikiem wyborów. Widzą, kiedy pada pytanie, a kiedy zaczyna się polityczna szopka w eleganckim opakowaniu.

Choszczno nie potrzebuje radnych, którzy będą karać mieszkańców za to, jak zagłosowali.

Potrzebuje radnych, którzy umieją odróżnić kontrolę od rewanżu.

Bo absolutorium to nie maczuga.

To nie zemsta.

To nie poprawka do wyborów.

To lustro.

A w lustrze widać nie tylko burmistrza. Widać też tych, którzy z poważną miną próbują udowodnić, że skoro nie wybrano ich bajki, to trzeba teraz przewrócić stolik.